Aktualności
Do pobrania
Czytelnia
Wyniki sondaży
Archiwum
Linki
Mapa strony
Klauzule RODO

 

-----------------------
TOLLE ET LEGE
Książki warte Twojego czasu
http://www.tolle.pl
------------------------

 

SYNDROM SPADŁEGO LIŚCIA
Andrzej Olszewski - zastępczy ojciec

SYNDROM SPADŁEGO LIŚCIA

 
Prawdopodobnie każdy z nas - jak większość z ludzi - ma jakieś albumy, albumiki, a w nich zdjęcia z dzieciństwa. Jak miło jest od czasu do czasu powyciągać je z domowych zakamarków i powspominać, uśmiechnięte babcie, dumnych rodziców, ten troszkę staroświecki wózek, przydługie śpioszki. Niektóre ze zdjęć być może już pożółkłe, czarno-białe, ale to nie stanowi żadnej przeszkody, by wyczytać z nich jakieś ciepło i miłość.

Oprócz oglądania zdjęć, można w tej wędrówce po naszej historii sięgnąć po kredki i narysować jakieś jedno miłe i jedno niemiłe wydarzenie z dzieciństwa. Nic nie szkodzi, że masz lat grubo po trzydziestce, bo warto od czasu do czasu powspominać swoje dzieciństwo. I ponownie przeżyć prawdopodobnie miłe wspomnienia. Ulubiona zabawka, koledzy z podwórka i ten śmieszny domek. To było nasze dzieciństwo. Dziś, gdy każdy z nas uczy się, pracuje, bądź już sam wychowuje dzieci, nieświadomie czerpie z dobrych zasobów swojego dzieciństwa. Do tego jeszcze drzewo genealogiczne z pradziadkami, ciotkami, kuzynami - i to jest nasza tożsamość.

Są jednak ludzie, a jest ich niemała liczba, którzy takich wspomnień nie mają ponieważ kiedyś oddano ich do domów dziecka i w ten sposób obdarto z dobrych wspomnień z dzieciństwa, obdarto z tożsamości, a ich rysunki i wspomnienia przedstawiają policjantów, jakąś butelkę po alkoholu, dom zamieniony w melinę, ojca z nożem goniącego za matką... Późniejsze zdjęcia to fotografie grupowe z dziesiątkiem innych bezosobowych dzieci, bez żadnej bliskiej osoby, bez żadnego przyjaznego uśmiechu, żadnego ciepła. We wnętrzu dzieci, które przez dłuższy czas wychowują się w domu dziecka, lub w innej placówce, następują często nieodwracalne zmiany. Najpierw jest tylko płacz, żal i smutek, po nim następuje apatia, i brak umiejętności prawidłowego ocenienia sytuacji czy uczuć własnych i innych ludzi. Często końcem tego procesu staje się monotonne kiwanie, wyrywanie sobie włosów z głowy, samookaleczanie, uderzanie głową o ścianę... Są to dzieci ze zlodowaciałym sercem...

Jak pisze Irena Obuchowska w pracy DZIECKO W RODZINIE I INSTYTUCJI "osierocone dzieci wychowywane w placówkach odgrywają niekorzystne dla swojego rozwoju, specyficzne role społeczne. Rolę obiektu współczucia, rolę osoby pokrzywdzonej prowadzącą do postawy roszczeniowej, rolę ciężaru społecznego i rolę osoby przegranej. W tę ostatnią rolę osierocone dzieci wchodzą niepostrzeżenie, co wiąże się z różnego rodzaju uwagami typu podcinania skrzydeł, "to ten bachor z domu dziecka", "z ciebie i tak nic dobrego nie wyrośnie", "będziesz taki sam jak twoi rodzice a twoje dzieci oddasz do domu dziecka", "to nie dla ciebie". To są dość częste wypowiedzi osób zajmujących się osieroconymi dziećmi. W konsekwencji kształtuje się u nich postawa psychiczna, którą określam jako "syndrom spadłego liścia"; czują się zbędne, niepotrzebne, popychane przez los."

Celem rodzicielskiego wychowania jest aby szczęśliwe dzieciństwo stało się fundamentem dla zdrowej fizycznie i emocjonalnie przyszłości dziecka. Zdrowy, pełny ciepła dom rodzinny kształtuje w człowieku ufność, wiarę w siebie i w innych. Ludzie są otwarci i pełni ciepła, aż do późnej starości. Prawidłowe są też relacje względem Boga. Natomiast gdy w domu panują niezdrowe relacje, gdy więź pomiędzy domownikami jest bardzo słaba, gdy rodzina jest patologiczną, albo gdy dziecko w ogóle nie ma domu rodzinnego - to w miejsce wiary i zaufania pojawia się niewiara i brak zaufania.

Jak pisze Janet G. Woititz w książce WYMARZONE DZIECIŃSTWO - "proszenie kogoś o pomoc lub wsparcie emocjonalne przychodzi im z oporami; nie wierzą, że inni stawią się na ich wezwanie; uważają, że ludzie na ogół są źli; postrzegają innych w złym świetle, zamykają się przed ludźmi." Dlatego gdy podejmujemy się rodzicielstwa zastępczego musimy pamiętać, że cały ten fundament ufności jest w przysposobionym przez nas dziecku zburzony lub w ogóle nie zbudowany, że im starsze dziecko tym trudniej jest o zaufanie. I często upływa wiele lat zanim pojawią się pierwsze oznaki więzi, pojawi się wiara w siebie, zaufanie dla innych i prawdziwe zaufanie względem Boga.

Pewien ojciec zastępczy ze łzami w oczach mówił, że po ośmiu latach nie ma żadnej więzi pomiędzy nim a 14 letnim synem. Jeżeli zastępczy rodzice posiadają biologiczne dzieci to powinni dołożyć wielu starań aby z powodu nowych dzieci nie osłabły ich relacje z naturalnymi dziećmi i by poprzez ich pomysł bycia rodzicami zastępczymi nie skończyło się szczęśliwe dzieciństwo dla ich biologicznych dzieci. Bardzo często zdarza się tak, że po przyjęciu dziecka ujawniają się słabe strony naszego charakteru, co może być przyczyną kryzysu w rodzinie. Dlatego rodzina zastępcza otwierająca swój dom przed dzieckiem musi liczyć się z ryzykiem zachwiania dotychczasowej równowagi panującej w rodzinie. Im większy stopień demoralizacji i więcej złych nawyków tym większe ryzyko osłabienia więzi w rodzinie.

Piszę o tych zagrożeniach nie po to, aby zniechęcić, ale aby pokazać złożoność tematu i nadać rodzinom zastępczym tytuł, obecnie w Polsce nie używany, terapeutycznych rodzin zastępczych. Pomimo trudności, które pojawiają się przed rodzicami zastępczymi, warto jest zainwestować swój czas, zdrowie i siły, nierzadko też pieniądze, aby uratować czyjeś życie. Jak miło, kiedy po latach można spojrzeć w oczy naszego dziecka i z dumą pomyśleć, że się zyskało wspaniałego syna czy córkę. Jak miło zobaczyć pierwszy naturalny uśmiech, niewymuszoną czułość, usłyszeć pierwsze dziękuję, proszę i przepraszam. Praca z dziećmi w rodzinie zastępczej nie jest dla chrześcijan ewangelizacją, która przynosi natychmiastowe efekty, na owoce działania miłości Bożej trzeba czekać latami, ale one są i czym trudniej wypielęgnowane tym większa nasza wdzięczność dla Boga. Irytują mnie media, które dla zyskania czytelników przekazują dramaty i tragedie nieudanych rodzin zastępczych i adopcyjnych. Z drugiej zaś strony te rodziny, którym się udało wychować wspaniałych ludzi, nie chcą się chwalić i obnosić swoją dobrocią, a szkoda bo poprzez opowiadanie o swojej pracy staliby się zachęceniem dla innych i przeciwwagą dla negatywnych relacji o nieudanych rodzinach.

Warto w tym miejscu, podać kilka charakterystycznych przykładów zachowań dzieci trafiających placówek do rodzin zastępczych.

Kiedy dziecko - mówi mama zastępcza - uderzy się to z płaczem biegnie do swoich rodziców. Jedna dziewczynka spadła z metalowych schodów i wyjąc z bólu wyciągnęła rączki i pobiegła przytulić się do drzewa. Zauważyliśmy, że łatwiej jest jej przytulać się do zimnej ściany czy wykładziny i mówić czułe słówka do misia niż do któregoś z nas. Jeżeli chodzi o słowa to często są one nieznane bądź mają inny wymiar. Np. bądź grzeczny znaczyło idź ukradnij dla taty papierosy lub napij się z nami wódki.

Kiedy w miejsce dość ubogiego języka, pełnego przekleństw i złości, pojawia się język miłości i chęć do dialogu, dziecko gubi się i zaczyna dążyć do tego, abyśmy posługiwali się znanym mu językiem i żyli znanym mu stylem życia.

Sporym zaskoczeniem dla nas było, gdy ośmioletni chłopiec poprosił o lanie, ale takie żeby wszędzie go bolało. U dzieci, które są maltretowane w swoich domach, pojawia się głód dostawania, kiedy pojawiają się w rodzinie zastępczej; robią wszystko, aby sprowokować lanie. Zbudzone jakimś nocnym koszmarem dziecko w rozpaczy odgania opiekunów. W placówce, by mieć coś własnego, np. zabawkę, trzeba ją ukrywać przed innymi. Zabierany na święta malec przynosi zabawkę i - choć nikogo nie ma w domu - mówi popilnuj mi, by mi nikt jej nie zabrał.

Dzieci, które doświadczyły głodu, często kradną jedzenie i potajemnie je potem jedzą - np. w łazience. Rodzice zastępczy mówią: obawiamy się chodzić do znajomych, bo nasze dzieci sprawiają wrażenie, że je głodzimy, jedzą wszystko bez umiaru.

Jest też w niektórych tych dzieciach spora demoralizacja. Zresztą wynoszą one z patologicznej rodziny lub z domu dziecka nieodpartą potrzebę opowiadania innym o swoim złym losie. Dlatego chętnie będą opowiadać werbalnie lub za pomocą gestów, że dostały klapsa, że nie mogą jeść słodyczy bez ograniczeń, że zastępcza mama krzyczała na nie. Kradną, kłamią, dokonują samookaleczeń, chcą być bite tylko po to, by pani w szkole pomyślała, że to rodzice, by wzbudzić uczucie litości. Z zemsty potrafią złośliwie zniszczyć przedmioty należące do rodziców zastępczych lub ich biologicznych dzieci. Bywa też tak, że gdy coś im nie pasuje, np. nie chcą uczyć się czytania albo pisania, pakują się i chcą wrócić do domu dziecka.

Jedna z dziewczynek po okazaniu oburzenia za drobne kradzieże i kłamstwa, otwiera drzwi na korytarz i planuje odejść do sąsiadów. Zatrzymana przez rodziców zastępczych mówi idę do sąsiadów, bo będzie mi tam lepiej.

Zaobserwowaliśmy, że po pobycie w placówkach, szczególnie w pogotowiach opiekuńczych, małe dziewczynki są rozbudzone seksualnie, co dla wielu rodziców zastępczych może prowadzić do trudnych do zaakceptowania zachowań i radzenia sobie z nimi. Jest jeszcze coś takiego, co nazwałbym chemią ciała. Zauważyliśmy, że niektóre z dzieci z chorobą sierocą wydzielają specyficzny, mocno nieprzyjemny zapach, wywołany poczuciem zagrożenia, braku miłości i odrzucenia. Dorosły już wychowanek - mówi dyrektor domu dziecka - po otrzymania mieszkania, pokoju z kuchnią, postanawia wybić sobie okienko podawcze, bo przecież przez całe życie odbierał jedzenie z okienka.

To są stereotypy rodem z patologicznych rodzin i domów dziecka. Jakże ciężko je zmienić, im starsze dziecko tym trudniej, to też są powody dla których 60% bezdomnych w Polsce to byli wychowankowie placówek.

Obecnie w Polsce toczy się batalia o nowy model opieki całkowitej. Ścierają się wpływy amerykańskie z modelem szwedzkim, holenderskim czy brytyjskim. Tworzą się koalicje promujące rodzinne domy dziecka jako placówki, i koalicje broniące domów dziecka i pracowników istniejących placówek. Jest też koalicja kilku organizacji społecznych (m.in. Stowarzyszenie Zastępczego Rodzicielstwa), propagujących rozwój całej sieci rodzin zastępczych terapeutycznych, resocjalizacyjnych, krótko i długoterminowych, hospicyjnych i małych rodzinnych pogotowi opiekuńczych dla dzieci do lat trzech.

W tej ostatniej grupie organizacji pozarządowych jest MISJA NADZIEI.

Gwoli wyjaśnienia - obecne rodziny zastępcze są najczęściej spokrewnione z dziećmi, nierzadko dalsze rodziny. Jeżeli chodzi o obecne rodzinne domy dziecka, to postulujemy, aby w miejsce dwunastoosobowych dotychczasowych rodzinnych domów dziecka wprowadzić system kameralnych, jednopokoleniowych rodzinnych domów zastępczych dla czwórki (maksymalnie dla piątki) dzieci.

Podczas jednej z naszych prelekcji na Uniwersytecie Opolskim, pewna doktor pedagogiki stwierdziła, że domy dziecka zapewniają swoim wychowankom, w przeciwieństwie do rodzin zastępczych, stabilizację. Czy bicie przez starszych kolegów, seksualne molestowanie przez wychowawców, brak należytej specjalistycznej opieki medycznej, dwie wigilie w roku (jedna wystawna dla sponsorów, druga biedna - ta właściwa), ciągłe dostosowywanie się do różnych wychowawców - serwilizm, czy to można nazwać stabilizacją?

Wreszcie (co być może powinno być w tym artykule najważniejszym) temat pracy z rodziną naturalną, resocjalizacji, profilaktyki i prewencji rodzin patologicznych i ubogich.

W Polsce chroni się dziecko w taki sposób, że odbiera się je rodzicom i umieszcza w placówce. Kiedyś zadałem sobie trud i odwiedziłem jedną taką rodzinę, której dzieci znalazły się po dwóch latach pobytu w placówce w rodzinie zastępczej. Można powiedzieć, że bieda, że nieudolność, ale pomiędzy tymi ludźmi jest więź. Oni nie porzucili dzieci, ale te dzieci im zabrano. To doświadczenie otworzyło moje oczy i zachęciło aby powstający przy Misji Nadziei "Ośrodek Rodzin Zastępczych i Wspierania Rodzin" zajmował się także biologicznymi rodzinami dzieci, które trafiają do placówek i rodzin zastępczych.

Chcemy współpracować z okolicznymi domami dziecka, MOPS-ami i kuratorami rodzinnymi, aby zapobiegać oddawaniu dzieci do placówek oraz umożliwiać szybki powrót dzieci z placówek, krótkoterminowych rodzin zastępczych do domów rodzinnych.

Postulujemy też, aby na rozprawach sądowych o ograniczenie lub pozbawienie władzy rodzicielskiej wyjaśnień udzielał przedstawiciel służb społecznych zdając sprawozdanie z tego, co zrobiono, by ratować daną rodzinę.

Są jeszcze inne obawy, większość z rodzin zastępczych je ma: obawy o utratę dotychczasowych relacji z bliskimi, dotyczy do także środowiska chrześcijan. W chwili gdy potrzebują sporego wsparcia, ciepła i miłości, są bardzo często traktowane jak dziwacy, wichrzyciele porządku społecznego i kościelnego, burzy się ich dobre relacje z najbliższymi, a poprzez monotematyczne zainteresowania i dziwne, niezrozumiałe dla postronnych, okoliczności, tracą dotychczasowych przyjaciół.

Często zasada ta dotyczy sąsiadów, kolegów w pracy i innych znajomych. "Po co ci to", "coś ty zwariował", "a zobaczysz nie uda ci się", "będziesz kiedyś tego mocno żałował", "robicie to dla pieniędzy i sławy", oto tylko kilka słów zachęty, jakie słyszą rodzice zastępczy ze strony swoich dotychczasowych dobrych znajomych i przyjaciół. Co do tego ostatniego, dość częstego zarzutu, to jest on o tyle bolesny, przykry i niesprawiedliwy, że wiele rodzin w momencie startu, gdy przez rok, albo i więcej, z powodu zawiłego procesu sądowego i opieszałości sądu, nie mogą otrzymać zasiłku dla rodzin zastępczych, inwestują całe swoje dotychczasowe oszczędności i zadłużają się.

Dlatego "Misja Nadziei" uruchomiła specjalny fundusz w celu finansowego wsparcia rodzin zastępczych, zbiera też odzież i zabawki dla dzieci w rodzinach zastępczych. Chodzi tu raczej o zachęcanie niż o zniechęcanie, dlatego lubię posługiwać się apelem, ze już najwyższy czas, by polskie społeczeństwo dorosło do systemu rodzin zastępczych, by bycie rodziną zastępczą i adopcyjną nie budziło zażenowania, lecz było powodem do dumy.

Naszym celem jest też resocjalizacja rodzin i pomoc rodzinom wielodzietnym, bo pomóc dziecku to znaczy pomóc jego naturalnej rodzinie. Propagując ideę rodzinnej opieki zastępczej nie zapominamy o przyczynach, z powodu których dzieci trafiają do domów dziecka. Tej tematyce chcemy poświęcić konferencję z cyklu "Chrześcijanin a problemy społeczne", która odbędzie się w Dąbrowie Górniczej 9 października 1999 roku.

Lecz poza rodzącymi się obawami, kilka słów o sukcesach.

Sukcesem jest, gdy dziecko spokojnie zaśnie, przestanie się moczyć i poczęstuje cię swoją czekoladą. Pewnego dnia do naszej poradni przyszło małżeństwo, z problemem, że ich adoptowany niegdyś chłopiec, teraz w okresie dojrzewania, zaczął kraść, stał się, arogancki, zbuntowany. Ze łzami w oczach mówi mi ojciec: to wielka porażka. Takim ludziom mówię, że to jednak jest sukces, bo nie wiecie jakim on byłby poza waszą rodzina, czy w swoim rozwoju doszedł by do tego poziomu jaki reprezentuje. Spróbujmy coś w tej sprawie zrobić. Nie znacie jeszcze jego przyszłości. O sukcesie, czy porażce można mówić, kiedy on dorośnie. Albo, czy można tu coś rozpatrywać w kategoriach sukcesu, czy porażki.

Dlatego irytują mnie osoby, które mówią o rodzicach adopcyjnych lub zastępczych z potępieniem, oni sobie nie radzą. I w momencie, gdy ta rodzina potrzebuje pomocy, to psycholodzy, pedagodzy szkolni mówią to wy potrzebujecie leczenia, jesteście niemoralni, a po co wam to było itp.

Dlatego "Misja Nadziei" chciałaby tworzyć grupy wsparcia dla takich rodzin, które mają problemy, którym się "nie udało" lub "nie udaje". Niech pani doktor, psycholog czy pedagog szkolny weźmie dziecko w rodzinę zastępczą, a my zobaczymy za jaki czas trzeba będzie jej pomóc.

My, rodzice zastępczy, skupieni w MISJI NADZIEI, sami przechodzimy różne okresy i dlatego potrafimy zrozumieć i być z innymi. Uzupełniamy naszą wiedzę teoretyczną, aby przejść z wraz z innymi, przez ich problemy.

Jeden z wersów Ewangelii mówi: "Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, cała swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoja mocą. Drugie jest to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych. Rzekł Mu uczony w Piśmie: Bardzo dobrze, Nauczycielu, słusznieś powiedział, bo Jeden jest i nie ma innego prócz Niego. Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego daleko więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary. Jezus widząc, że rozumnie odpowiedział, rzekł do niego: Niedaleko jesteś od królestwa Bożego..." (Ew. Marka 12:30-36)

W powyższych słowach zawarta jest mądrość, że aby móc kochać innych, należy pokochać samego siebie. Jeden z naszych podopiecznych, chłopiec czternastolatek, adoptowany gdy miał 1,5 roku, mówi nienawidzę swojego ciała, bo matka poczęła mnie w grzechu i porzuciła. Jego problemem jest to, że nie kocha siebie, że nie ma względem siebie dobrych planów, nie potrafi więc kochać i szanować bliźnich. Zresztą tak jest i z nami, im więcej bólu i krzywdy nam zadano, tym mniej potrafimy obdarzać czułością i miłością innych.

W naszym domu jest duża szafa z lustrem. Jedną z czynności wychowawczych jest stawianie przed nią dzieci z poleceniem, by widzianemu tam dziecku mówiły, ze jest miłe, dobre, kochane, ze trzeba się do niego uśmiechnąć. To prawda, że stopień zaufania, akceptowania i miłości do drugiego człowieka zależny jest od tego, w jaki sposób lubimy i akceptujemy samych siebie.

Wbrew pozorom, to nie genom, ale rok po roku budowanemu fundamentowi mały człowiek zawdzięcza swoją przyszłość. Dziecko nie jest odpowiedzialne za to, jakim jest, nawet jeżeli jest na samym dnie demoralizacji, co więcej - dla dziecka jest jeszcze szansa na zmianę złych przyzwyczajeń. Niech więc rodzicielstwo zastępcze stanie się dla rodzin zastępczych wyzwaniem, powołaniem, chrześcijańską misją, a dla wierzących i duszpasterzy elementem szczególnej troski i modlitwy.

Niech przyjdzie wiosna, niech w zamian opadłych liści pojawią się - tak upragnione! - chętne do życia, zielone listki.

Andrzej Olszewski
ojciec zastępczy

------------------

Artykuł umieszczony za zgodą autora.

(adres: Chrześcijanskie Stowarzyszenie Pomocy Dzieciom - Misja Nadziei  )

 

 


 


Dodaj komentarz, wszystkich (0):

 

 

Jesteś gościem na naszej stronie, aktualnie gości online 


Pozycjonowanie tej strony zapewnia Top Solutions.


Mapa strony