Aktualności
Do pobrania
Czytelnia
Wyniki sondaży
Archiwum
Linki
Mapa strony
Klauzule RODO

 

-----------------------
TOLLE ET LEGE
Książki warte Twojego czasu
http://www.tolle.pl
------------------------

 

CHCEMY BYĆ RODZINĄ
W kwietniu 1998 r PRZYJACIEL DZIECKA pisał: Rodzinne domy dziecka (rdd) mają już kilkudziesięcioletnią tradycję. Pierwsze takie domy powstały bowiem w Polsce już w 1958 roku.

CHCEMY BYĆ RODZINĄ

 

Rodzinne domy dziecka (rdd) mają już kilkudziesięcioletnią tradycję. Pierwsze takie domy powstały bowiem w Polsce już w 1958 roku. Inspirującą rolę przy ich tworzeniu odegrały myśli Kazimierza Jeżewskiego, twórcy gniazd sierocych, stanowiących pierwowzór dzisiejszych rodzinnych domów dziecka oraz wiosek dziecięcych.

 

Powołując rodzinne domy dziecka kierowano się założeniem, że jest to forma opieki nad dzieckiem nie tylko tańsza, ale także i bardziej korzystna dla rozwoju dziecka, niż domy dziecka. Specyfika rdd polega bowiem m.in. na tym, że chociaż formalnie zaliczane są do placówek, w praktyce realizowany jest w nich w pełni model życia rodzinnego. Dodajmy, model rodziny wielodzietnej. Są także szansą wychowywania się w warunkach rodzinnych licznych rodzeństw pozbawionych opieki ze strony rodziców.

 

W dyskusjach na temat koniecznych zmian w naszym systemie opieki nad dzieckiem, dostrzega się i docenia znaczenie rodzinnych domów dziecka. Wszyscy są za, ale z drugiej strony – notuje się w ostatnich latach spadek liczby rdd. Dlaczego tak się dzieje? Jakie są podstawowe problemy, z jakimi borykają się na co dzień rodzice w rdd?

 

Odwiedziłam w marcu br. Jeden z rodzinnych domów dziecka w mieście wojewódzkim.

„Nie chcemy, aby nasze dzieci odczuwały, że wychowują się poza normalną rodziną. Chcemy być dla nich rodziną, nie placówką” – powiedzieli mi już na początku naszej rozmowy rodzice, którzy prowadzą ten dom. Dlatego też nie podaję adresu, ani szczegółowych informacji dotyczących powstania i organizacji życia w domu.

 

MAJĄ ZA SOBĄ BAGAŻ NEGATYWNYCH DOŚWIADCZEŃ.

 

Zanim znalazły się w rdd przebywały w pogotowiu opiekuńczym, domu dziecka, niektóre trafiły tu bezpośrednio z własnych domów rodzinnych. Mają za sobą bagaż negatywnych doświadczeń, przeżycia, które pozostawiły trwałe ślady w ich psychice. Przybyły tu z opóźnieniami w rozwoju intelektualnym, jak i fizycznym. Wymagają wzmożonej troski i specjalistycznej pomocy. Kilkoro jest pod opieką poradni zdrowia psychicznego. Są bowiem nadpobudliwe, agresywne. „Aby zrozumieć ich emocje – jak opowiada matka rdd – trzeba sięgnąć do przeszłości, do przeżyć, które były ich udziałem, zanim znalazły się u nas. Jedno z dzieci było  świadkiem, kiedy to ojciec zabił mu matkę, inne – kiedy ojciec pobił matkę tak, że spowodowało to jej śmierć...”

 

Wiele uwagi trzeba także poświęcić zdrowiu dzieci, wyrobieniu nawyków higienicznych. Wszystkie pozostają pod opieką poradni kontrolowanego rozwoju. Przybyły bowiem do rdd z niedoborem wagi, wzrostu, często z wadą wzroku, niedosłuchem. Miały też duże opóźnienia w nauce.

„Trudno było pokonać ich negatywne nastawienie do nauki (<<Jeżeli jest klasówka to nie idę do szkoły>> itp.). Niechętnie zasiadały do odrabiania lekcji. Przyzwyczajenie ich do systematycznej nauki wymagało czasu i wysiłku. Większość kończy szkoły zawodowe, chociaż jest i chłopiec wyjątkowo zdolny, który ukończył Kolegium, planuje dalszą naukę. Staramy się także, aby poszerzały swoje kwalifikacje, aby w przyszłości łatwiej było im znaleźć pracę”.

 

Zapytałam także, czy zdarza się, że dzieci powracają do swoich biologicznych rodziców, czy utrzymują z nimi kontakty.

„Rodzice wszystkich naszych dzieci pozbawieni są praw rodzicielskich. Z własnym domem rodzinnym wiążą się – jak już mówiłam – negatywne, często wręcz okrutne przeżycia dzieci. Doświadczyły nierzadko agresji ze strony rodziców. Mamy np. chłopca, któremu ojciec złamał nos, powyrywał włosy, często zdarzało się, że spał na wycieraczce... Na początku, kiedy przybyły do nas pierwsze dzieci, biorąc pod uwagę ich przeszłość, moje nastawienie było zdecydowanie przeciwne jakimkolwiek kontaktom dziecka z rodziną własną. Uznałam, że od momentu przybycia dziecka do nas, jego rodzina naturalna przestaje dla nas istnieć i nie ma żadnej potrzeby poszukiwania z nią kontaktu. Doświadczenie pokazało, w jak dużym byłam błędzie...”

 

POSZUKIWANIA SWOICH KORZENI

 

„Prawda jest taka – kontynuuje moja rozmówczyni – że rodzice naturalni nie interesują się zupełnie, co się dzieje z ich dziećmi, nie ma żadnych szans na wytworzenie się bliskich więzi pomiędzy nimi a dzieckiem. Dla dziecka jednak – rodzina własna, choćby najgorsza, jest bardzo ważna. Myślę, że pobyt w najlepszej rodzinie zastępczej nie jest w stanie stłumić w dziecku tej silnej potrzeby kontaktu ze swoimi biologicznymi rodzicami. Wcześniej czy później odezwie się ten zew krwi, potrzeba odszukania swoich korzeni. Potrzeba ta nasila się szczególnie w okresie dojrzewania. Nierzadko dzieci zapominają, co spotkało je złego ze strony rodziców, idealizują ich. Np. jedna z dziewcząt, która w wieku kilku lat znalazła się w domu dziecka, chciała koniecznie poznać swoją matkę. Odszukaliśmy ją, znaleźliśmy aktualny adres. Dziewczyna była zachwycona, poznała również swojego brata. Matka obiecała, że zabierze ją na święta wielkanocne do domu. Pojechała więc. I co się okazało? Wróciła wcześniej, zupełnie załamana, przez kilka dni nie wychodziła ze swojego pokoju. Nie wracałyśmy już więcej do tego tematu, wiem, że przeżyła bolesne rozczarowanie.

 

Inny przykład. Chłopiec bardzo często wspominał matkę. Kiedyś przejeżdżaliśmy ulicą, przy której mieszkała. Odwiedził ją. Matka zwodziła go, że zabierze do siebie, kiedy ukończy czwartą klasę, potem, że zabierze, kiedy ukończy szkołę podstawową... Ta nadzieja w dziecku tkwiła. Miało to także swoje odzwierciedlenie w naszych wzajemnych kontaktach. Chłopiec długo bronił się przed naszymi uczuciami. Przeżył jednak wielkie rozczarowanie, doświadczenie ponownego odrzucenia przez matkę.

 

Kolejne przykłady. Rodzeństwo dąży do kontaktu z ojcem, którego spotkało przypadkowo na ulicy, a który już zdążył zapomnieć że ma dzieci i nie chce nadal o tym pamiętać... Inna dziewczynka często wspomina matkę, która wyjechała za granicę i nie daje znaku życia.

 

Jesteśmy już obecnie przygotowani na to, że dzieci muszą przejść przez ten etap poszukiwania, tęsknoty, że muszą <<rozliczyć>> się ze swoją przeszłością w sensie emocjonalnym. Chociaż – muszę tu podkreślić – nie dotyczy to absolutnie wszystkich dzieci, które były i są pod naszą opieką. Są i takie, które od pierwszych dni pobytu u nas, chcą wymazać rodziców z pamięci, nigdy o nich nie wspominają. Ale czy rzeczywiście o nich nie myślą? Zawsze jest to dla nas problem do rozstrzygnięcia, czy i kiedy w tych poszukiwaniach dziecka pomagać. Wiemy przecież, że czeka dziecko ponowne odrzucenie. Jak pokazało bowiem nasze wieloletnie doświadczenie, jest to dążenie niestety tylko ze strony dziecka. Nie zdarzyło się, żeby to rodzice zapragnęli kontaktu z nimi”.

 

KIEDY DZIECKO STAJE SIĘ PEŁNOLETNIE

 

Dzieci poszukują swoich naturalnych rodziców, ale tak naprawdę, to wiedzą o tym, że tu jest ich prawdziwy, rodzinny dom.

 „Staramy się stworzyć dzieciom rodzinną atmosferę, zbliżyć organizację życia do takiej, jaka jest w rodzinie. Z czasem udaje nam się nawiązać bliskie, uczuciowe kontakty z dziećmi, zaczynają darzyć nas coraz większym zaufaniem, zwracają się do nas <<mama>>, <<tata>>.

 

Czy są przygotowane do samodzielnego życia? Czy znajdą pracę, mieszkanie?

„Staramy się już od pierwszych dni pobytu dzieci w rdd przyzwyczajać je do czekających je w życiu obowiązków. Uczestniczą w zakupach, uczą się przygotowywać posiłki, nakrywać do stołu, dbać o estetyczny wygląd swojego pokoju. Uczymy je także, jak załatwiać różne sprawy w urzędach”.

 

Dopóki dziecko uczy się, do 24 roku życia ma prawo mieszkać w rdd. Jeżeli natomiast ukończyło 18 lat i nie kontynuuje nauki – zgodnie z przepisami – powinno opuścić dom. Rodzice rdd pomagają im znaleźć pracę, czynią starania o zapewnienie mieszkania. Sytuacja dzieci po opuszczeniu rdd bywa różna. Zależy to od regionu, w jakim znajduje się dom. W mieście, w którym znajduje się rdd, który odwiedziłam, Rada Miasta podjęła np. uchwałę, że dzieci, które opuszczają domy dziecka a także rodzinne domy dziecka mają pierwszeństwo w uzyskaniu lokalu zastępczego. Praktycznie więc – jak zapewnia mnie moja rozmówczyni – wszystkie dzieci po odejściu z rdd mają zapewnione mieszkanie.

 „Jednakże nie jest tak, że po opuszczeniu naszego domu zrywają z nami kontakt. Chociaż formalnie, jeśli na rdd spojrzeć jak na placówkę – nie są już pod naszą opieką. Sądząc po naszych dalszych kontaktach, jesteśmy dla nich więcej niż placówką, jesteśmy rodziną. Odwiedzają nas w czasie świąt wielkanocnych, Bożego Narodzenia, zapraszają na wesela, chrzciny...”

 

CO NALEŻY ZMIENIĆ

 

W dyskusjach na temat rdd – jak już pisałam – często podkreśla się, że koszty utrzymania jednego dziecka są niższe niż w domu dziecka, że są korzystniejsze wychowawczo dla dzieci. Jednocześnie mówi się o tym, że wiele rdd ulega likwidacji z powodu trudnej sytuacji finansowej.

 

Oprócz otrzymywania przez rdd określonych przepisami pieniędzy, rozwiązania wymagają także sprawy związane z przejściem rodziców rdd na emeryturę, i – co jest z tym związane – naborem dzieci. Rozwój rdd powinien zmierzać - jak postulują rodzice – w kierunku modelu jednopokoleniowej rodziny wielodzietnej. Obecnie jest tak, że zawsze musi przebywać w rdd określona przepisami liczba dzieci. Dopiero na dwa lata przed przejściem rodziców na emeryturę liczba dzieci może być mniejsza. Bywa jednak w praktyce i tak, że rodzicom brak jest kilku lat do emerytury, ale nie czują się już na siłach wychować do pełnoletności nowe dziecko.

 

„My np. – opowiada matka – po wielu latach prowadzenia domu, nie czujemy się już na siłach dobierać nowe dzieci. Patrząc w przyszłość, myślimy o takiej formie pracy, jaką są pogotowia rodzinne . Są to formy opieki zastępczej nad dzieckiem, na które pozwalają istniejące obecnie przepisy, a które rzadko są realizowane w praktyce. Chodzi tu przede wszystkim o to, aby dzieci bardzo małe, spędziły okres oczekiwania na uregulowanie swojej sytuacji prawnej, w warunkach rodzinnych. Mamy wówczas świadomość, że zabieramy dziecko tylko na określony czas. Ta forma opieki jest bardzo potrzebna, uchroni dziecko przed negatywnymi skutkami pobytu w domu dziecka. Przebywa w rodzinie zastępczej tymczasowo, tak jak u cioci czy babci, po czym zostaje powierzona do adopcji bądź też powraca do własnej rodziny biologicznej (o ile rodzinie tej udało się w tym czasie uporać z własnymi problemami)”

 

Niewątpliwie uregulowania wymaga także kwestia zatrudnienia w rdd współmałżonków. Postuluje się także, aby domy te zmieniły nazwę, by nie wywoływały skojarzenia z domem dziecka. Ideałem byłoby także, gdyby do rdd trafiały dzieci jak najmłodsze, bezpośrednio z rodzin lub z pogotowia opiekuńczego, a nie po wieloletnim pobycie w domu dziecka. Problemów jest wiele. Wymieniłam tylko niektóre.

 

* * *

 

Na zakończenie chciałabym tylko zaakcentować (chociaż moi rozmówcy o tym akurat nie mówili), że rodzice rdd otrzymują wynagrodzenie według stawek przewidzianych dla wychowawców w domu dziecka. Rodzicom tym trudno jest jednak „pójść” na zwolnienie lekarskie, „zakończyć” dyżur, wykorzystać urlop... Jest to praca trwająca praktycznie całą dobę.

 „Jesteśmy dla dzieci rodzicami. – akcentują – Otrzymują od nas nie tylko jedzenie i ubranie, ale także coś więcej – miejsce w sercu”

 Marzena Kostka

 

PRZYJACIEL DZIECKA  I – III 1998 r


Dodaj komentarz, wszystkich (0):

 

 

Jesteś gościem na naszej stronie, aktualnie gości online 


Pozycjonowanie tej strony zapewnia Top Solutions.


Mapa strony