Aktualności
Do pobrania
Czytelnia
Wyniki sondaży
Archiwum
Linki
Mapa strony
Klauzule RODO

 

-----------------------
TOLLE ET LEGE
Książki warte Twojego czasu
http://www.tolle.pl
------------------------

 

Zwyczajny dom
27 czerwca 1997 r DZIENNIK ŁÓDZKI pisał: Nie urodziły dzieci a mimo to są matkami. Pani Teresa... Pani Krystyna...

Zwyczajny dom

 

Nie urodziły dzieci a mimo to są matkami. Pani Teresa, przystojna, energiczna pani inżynier nie założyła własnej rodziny. Tak się ułożyło. Czuła jednak, że urodziła się na matkę. Dlatego przyjęła do swojego domu porzucone dzieci. Pani Krystyna B. , z zawodu nauczycielka rosyjskiego, nie mogła zostać matką. Dziś z mężem prowadzą rodzinny dom dziecka. Oprócz dzieci zdrowych, wychowują niepełnosprawne.

 

- Dzieci niepełnosprawne zwykle nie mają w Polsce szans na adopcję, ani na przyjęcie do rodziny zastępczej – mówi Henryka Stępień-Danielak, dyrektorka Ośrodka Opiekuńczo-Adopcyjnego w Łodzi, - Rodziny chcą przysposabiać zdrowe dzieci, nie stwarzające problemów.

 

Beatka

 

Miała roczek, kiedy stała się bohaterką telewizyjnego reportażu. Matka zostawiła ją na ulicy. Pani Teresa pamięta, jak wstrząsnęła nią to historia. Od razu zaczęła szukać po domach dziecka tej małej. Nie wiedziała, że wycieńczoną i schorowaną dziewczynkę zabrano do szpitala. Potem Beatka trafiła do domu małego dziecka na Lnianą. – Tam po raz pierwszy ją zobaczyłam – mówi pani Teresa. – Miała 2,5 roku, chore nerki, opadniętą powiekę na jednym roku, była wymizerowana. Zachowywała się jak zwierzątko. Na widok każdej obcej osoby chowała się pod meble. Toteż wszyscy byli zdziwieni, że podeszła do mnie.

 

Pani Teresa chciała właśnie adoptować kolejne dziecko, Miała już 7-letnią Marysię, która trafiła do jej domu jako miesięczne niemowlę. Matka, kobieta po wyższych studiach, zrzekła się jej. Kiedy Pani Teresa chciała adoptować drugie dziecko, dano jej do zrozumienia, że ma chyba bzika. Odmówiono nawet przyjęcia dokumentów. Znajomi i rodzina nie mogli jej zrozumieć: Jedno dziecko, zgoda, ale po co następne? W końcu udało się adoptować Beatkę. – Tylko dlatego, że nie miała szans na adopcję. Uważano ją za opóźnioną w rozwoju. Kazano mi nawet podpisać oświadczenie, że wiem, że biorę takie dziecko. To była bzdura. Dziewczynka miała po prostu zaawansowaną chorobę sierocą. Długo z tego wychodziła. Do dziś pozostały ślady. Jest bardzo pobudliwa. Kończy teraz ósmą klasę. Jest inteligentną, normalną dziewczyną.

[...]

 

Przemienię cię w Marka.

 

Na bloku nie ma tabliczki Rodzinny Dom Dziecka. – Choć na funkcjonowanie domu dostajemy pieniądze od państwa, robimy wszystko, aby nie była to instytucja – mówi pani Krystyna z zawodu nauczycielka rosyjskiego. – Chcemy prowadzić normalny dom.

 

Wszystko zaczęło się od Piotrka i Pawła, których adoptowali z mężem, bo nie mogli doczekać się własnych dzieci. – Kiedy do nas przyszli mieli po pięć lat. Zmieniliśmy im imiona, daliśmy swoje nazwisko.

Długo pod ich poduszką matka znajdowała schowany chleb... Bawili się w wykradanie dzieci z domów dziecka. Szykowali dla nich zabawki. „Gdzie te dzieci położycie?” – pytała pani Krystyna. „Znajdzie się miejsce” – uspokajali ją. Kiedyś usłyszała, jak jeden groził drugiemu: „Zobaczysz, ja cię przemienię w marka Kujawskiego”. Marek Kujawski to było poprzednie imię i nazwisko chłopca... Wiedziała, że są tu szczęśliwi, a dom dziecka to koszmar, którym można tylko postraszyć.

 

Po dwóch latach przyszło jej i mężowi podjąć jedną z najtrudniejszych decyzji w życiu: założyli rodzinny dom dziecka. Planowali adoptować jeszcze jedno, może dwoje dzieci, a tu pani Henryka Stępień, dyrektorka ośrodka adopcyjno-opiekuńczego TPD mówi o piątce... – Właśnie miał paść jeden z rodzinnych domów, dzieciom groził sierociniec. Strasznie to przeżywały. Bardzo zawiedliśmy mojego ojca, który chciał, żebyśmy przejęli po nim firmę, a my wybraliśmy dzieci. Musieliśmy tak postąpić, gdyż poczucie winy nie opuściłoby nas nigdy.

 

Ewa

 

Dziś w domu państwa B. Jest piętnaścioro dzieci. Wśród nich jest 10-letnia Ewa. Matka nie wzięła jej ze szpitala po operacji. Dziewczynka jest po porażeniu mózgowym. – Kiedy do nas przyszła przed trzema laty, broniła się przed słowami „córeczko”, „dziecko”. W pogotowiu opiekuńczym była po prostu Ewą. Byłam przerażona, bo wiedziałam ile pracy wymaga to dziecko, ale mimo to w pół godziny podjęliśmy decyzję, że bierzemy ją do nas.

Po trzech latach w niczym nie przypomina dawnej dziewczynki, która obijała się o ściany, prawie nie mówiła. Ciągle intensywnie ćwiczy pod opieką rehabilitantów i w domu. [...] Ewa niemal cały czas jest obecna przy rozmowie. Stale ma jakieś pytanie, prośby. Każdy pretekst jest dobry, żeby się przytulić do mamy.

 

Matki biologiczne cieszą się, gdy dziecko rośnie, przybiera na wadze. Dla pań Teresy i Krystyny nie ma większego szczęścia niż uśmiech na twarzy dziecka, które przedtem panicznie bało się ludzi.

 

JOANNA LESZCZYŃSKA

Imiona i nazwiska bohaterów są zmienione.

 

DZIENNIK ŁÓDZKI  - 27 czerwca 1997


Dodaj komentarz, wszystkich (0):

 

 

Jesteś gościem na naszej stronie, aktualnie gości online 


Pozycjonowanie tej strony zapewnia Top Solutions.


Mapa strony