Aktualności
Do pobrania
Czytelnia
Wyniki sondaży
Archiwum
Linki
Mapa strony
Klauzule RODO

 

-----------------------
TOLLE ET LEGE
Książki warte Twojego czasu
http://www.tolle.pl
------------------------

 

Zdrowia i cierpliwości.
25, 26 maja 1996r DZIENNIK ŁÓDZKI napisał:

W pokoju zrobiło się nagle ciasno. Czternaścioro dzieci usiadło przede mną, by powiedzieć kilka słów o mamie.

Zdrowia i cierpliwości

 

Piotr i Kamil  mieli pięć lat, kiedy państwo Bieleccy zdecydowali się ich adoptować. Któregoś dnia, po dwóch latach, chłopcy powiedzieli: mamo, może wzięlibyśmy wszystkie dzieci z domu dziecka. Dziś synowie mają po kilkanaście lat, a w ich domu rodzinnym ciepłem cieszy się piętnaścioro dzieci. Najstarszy syn to już w zasadzie nie dziecko – ma 21 lat. Najmłodsza jest 9-letnia Basia, chora na porażenie mózgowe.

 

- W 1989 roku zadzwoniła do nas Henryka Stępień, dyrektor łódzkiego Ośrodka Adopcyjnego mówiąc, że trzeba natychmiast zaopiekować się pięciorgiem dzieci z likwidowanego Rodzinnego Domu Dziecka – opowiada Katarzyna Białecka, dziś mama-opiekunka całej piętnastki.

 

Jeśli nie udałoby się znaleźć dla nich rodziny, dzieci wróciłyby do domu dziecka. Białeccy zgodzili się i tak się zaczęło. Drobna, uśmiechnięta kobieta, opowiadając zerka na siedzącego obok męża.

- Zdecydowaliśmy się wówczas na prowadzenie Rodzinnego Domu Dziecka. Był jeden warunek: w takiej rodzinie musi znaleźć opiekę minimum siedmioro dzieci. Spełniliśmy wymagania kuratora, wzięliśmy jeszcze dwie dziewczynki z pogotowia opiekuńczego. Zrezygnowaliśmy z pracy zawodowej, zajęliśmy się dziećmi – opowiada pani Kasia.

 

Dziś niektóre dzieci już się usamodzielniły. Najstarszy chłopiec jest w wojsku. Akurat przyjechał na przepustkę do domu. Sześć lat temu rodzina Białeckich otrzymała zgodę z wydziału lokalowego na zaadoptowanie 350 m kw. Po dawnym przedszkolu. Mieszkają już w przyzwoitych warunkach. Państwo zapewnia im pieniądze, odzież i środki czystości.

 

Życie rodzinne

 

Dzień w takiej wielkiej rodzinie rozpoczyna się o 7 rano, a kończy o 21. Dwie łazienki pozwalają dzieciom na szybką i bezkonfliktową poranną toaletę, a przestronna kuchnia na wygodne zjedzenie śniadania. Później każde wychodzi do szkoły.

- Tylko Basię trzeba odprowadzić do przedszkola – opowiada, tuląc najmłodszą dziewczynkę, pani Katarzyna.

Pan Zbyszek Białecki, głowa rodziny:

- Z porannym budzeniem są takie same kłopoty jak w większości rodzin. Do domu ze szkoły dzieci wracają o różnej porze, więc obiad jemy na raty. Potem odrabiają lekcje lub idą na zajęcia dodatkowe.

Wszyscy spotykają się na piątkowej, uroczystej kolacji. Pomysł tych kolacji zrodził się wspólnie, ale to dzieci dbają, by w piątkowy wieczór na stole zjawiiło się danie, najlepiej jakieś wyjątkowe, przyrządzane przez nie same.

 

 

- Dużo czasu zabierają wizyty u lekarzy specjalistów. Prawie wszystkie nasze dzieci wymagają opieki lekarskiej. Sześcioro jest pod opieką poradni zdrowia psychicznego. Dwoje poddajemy hipoterapii. Wożę je do stadniny dwa razy w tygodniu – dodaje Katarzyną, którą na krok nie odstępuje najmłodsza córeczka.

Zła kondycja fizyczna i psychiczna dzieci, to efekt wielu lat życia bez rodzinnego ciepła i miłości. Nie ma co kryć, pobyt w domach dziecka pozostawił swoje piętno.

- Każde z dzieci jest inne. Chłopcom potrzebny jest męski autorytet. Lgną do męża, ale nie jestem zazdrosna – dodaje Katarzyna.

 

Do pokoju wpada czterech uśmiechniętych chłopców.

- Tato, czy możemy iść na boisko pograć w piłkę? – pytają Zbyszka. – Skończyliśmy odrabiać lekcje.

Niższy drobny blondynek, na dowód pokazuje zeszyty. Tata bierze je do ręki, by sprawdzić.

 

- Dziewczynki mają podobne problemy jak ich rówieśnice. Gdy się ma –naście lat, tak łatwo wpada się z czarnej rozpaczy w euforyczną radość. Staramy się dyskretnie czuwać nad tą huśtawką nastrojów – wyjaśnia pani Kasia. – Nauka sprawia dzieciom wiele kłopotów. Ale mają i osiągnięcia. Systematyczna nauka, to połowa sukcesu i one to wiedzą. Byliśmy z mężem nauczycielami, doświadczenie dydaktyczne teraz się przydaje. Cieszymy się z każdej samodzielnej odpowiedzi dzieci, czy dobrze napisanego wypracowania. Najstarsza dziewczynka już studiuje. Ot, radości i smutki, jak w rodzinie – mówi pani Kasia, czule głaszcząc 9-letnią Basię po głowie.

 

Nasza mama

 

W pokoju zrobiło się nagle ciasno. Czternaścioro dzieci usiadło przede mną, by powiedzieć kilka słów o mamie. Nawet ci czterej, którzy chcieli grać w piłkę. Przyszedł również najstarszy Andrzej. Zdecydowała się puścić matczyne ramię Basia.

 

- Mama dużo się śmieje. Kocham ją za to, że nas kocha, że nas wzięła i że przebacza – Maciek mówi szybko i nagle milknie, jakby zawstydzony tym co powiedział. Siedzący obok Andrzej, kiwa potakująco głową.

- Gotuje pyszne  spaghetti. Dba o porządek. Zawsze znajdzie czas, aby ze mną pogadać – mówi 11-letni Dominik.

- Mamusia jest stanowcza. Rozumiem. Często zdarza się nam nabroić. Ale i tak da na lody – uśmiecha się 13-letni Adaś.

- Jestem dumna, że wygląda tak młodo – dodaje 14-letnia Joasia.

- Wszystko umie wytłumaczyć. Ma poczucie humoru – nieśmiało szepcze 16-letni Andrzej. Siedzący obok niego 14-letni Piotrek klepie go po plecach, na dowód że się z nim zgadza.

- Ja nie mówię mamo, tylko ciocia. Kiedyś w innym domu rodzinnym, który został rozwiązany mówiłem mamo, i... – 21-letni Andrzej nie chce kończyć – Jedno jest pewne: ona pokazała mi, co znaczy kochać.

- Ma w sobie tyle spokoju, cierpliwości. Okazuje nam tak wiele ciepła – uzupełniają się wzajemnie Kasia i Agnieszka.

 

Dzieciaki jeszcze przez godzinę opowiadały jaka jest mama. Niejedna matka chciałaby usłyszeć choć część tego, co dzieci mówiły o Katarzynie.

 

Dzieci proszą również o życzenia w „Dzienniku” z okazji Dnia Matki. Spełniamy ich prośbę:

Kochana Mamo życzymy ci szczęścia, cierpliwości, zdrowia i pogody ducha na długie lata.

 

- Jaka powinna być mama? – zapytałam na zakończenie.

- Taka jak nasza – powiedział szybko któryś z chłopców.

                                                                                                                                    

* * *

 

 - Widzewski Rodzinny Dom Dziecka prowadzony przez państwa Bieleckich jest jednym z pięciu w województwie – mówi Henryka Stępień z Ośrodka Adopcyjno-Opiekuńczego w łodzi. – Bieleccy to wyjątkowi ludzie. Wielokrotnie wykręcałam ich domowy numer telefonu, gdy chciałam podrzucić im kolejne dziecko. Zawsze słyszałam: tak, proszę przyjechać.

W Łodzi są jeszcze dwa domy rodzinne, w których żyją dzieci specjalnej troski.

- Dzień Matki to wspaniała okazja, by podziękować wszystkim kobietom, które oddały swoje serca dzieciom odrzuconym przez ich własne rodzicielki, także paniom pracującym w zwykłych domach dziecka – dodaje z uśmiechem dyrektor Stępień – Przecież to matki tylu dzieci.

JOLANTA BISKUPSKA

 

PS. Nie wszystkie dzieci zgodziły się na podanie prawdziwych imion. Nie przystali na to także państwo Bieleccy. Zmieniliśmy również ich nazwisko. Ale cała opowieść jest prawdziwa.

 

DZIENNIK ŁÓDZKI – 25,26 MAJA 1996 r


Dodaj komentarz, wszystkich (0):

 

 

Jesteś gościem na naszej stronie, aktualnie gości online 


Pozycjonowanie tej strony zapewnia Top Solutions.


Mapa strony